I polały się łzy
I wystartował – oglądalnościowy hit telewizji TVN: 7. edycja “Tańca z gwiazdami”. A miało skończyć się na 6. edycji, ale przecież dyrektor Miszczak nie zabije kury, która znosi złote jaja. Regularnie to powtarza.
14 par, właściwie jeszcze tylko 13, bo Michał Lesień, pomimo swej modnej metrofryzury i poczucia jestem najprzystojniejszym facetem w tym klubie, odpadł, będzie przelewało przez najbliższych kilka tygodni pot, obcierało gwiazdorskie lub pseudogwiazdorskie stópki, przyklejało plastry i pryskało się przeciwbólowymi sprayami.
W niedzielę obyło się bez większych zaskoczeń. Może poza nowym lookiem Ivony Pavlović, która z czarnej mamby zamieniła się w mambę białą. A w dodatku płakała! Bo było wzruszająco. W końcu na parkiet wkroczył syn jej byłego partnera tanecznego – Wojtek Łozowski. W reportażu przedstawiającym gwiazdy edycji Wojtek i jego mama też ze wzruszeniem wspominali ojca i męża. Jak to tato uczył rytmu, jak zdobywał kolejne mistrzostwa.
Swoją drogą taki reportaż prezentujący “gwiazdy” nie był złym pomysłem ze strony producentów stacji. Bo te gwiazdy to takie trochę niezbyt znane, poza kilkoma nazwiskami. Bo o Figurze, to wiadomo, wszyscy słyszeli. Jeszcze Robert Janowski i Pudzian. A reszta? Może Tamara Arciuch i Tomasz Schimsheiner, którego kocha cały Kraków i wszyscy fani “Na Wspólnej”. Ale nie oszukujmy się – Łukasz Zagrobelny mógłby dalej śpiewać w chórkach u Kukulskiej. Przeżylibyśmy bez jego solowej kariery. A pani prezenterka, która marzy o karierze i kończy studia… Tak też można, ciągnąć do edycji 80.
Tak czy siak, pewnie będą tłumy oglądać, “Super Express”, “Fakt” i Pudelek.pl oraz Plotek.pl dzielnie informować kto z kim i dlaczego nie tańczy, a romansuje. A łzy znowu się poleją.
Loading...